Mój smok nazywa się Maksio i jest wbrew pozorom bardzo przyjaznym i miłym smoczkiem. Jest moim pupilkiem, towarzyszem zabaw, obrońcą i przyjacielem.Uwielbiany jest nie tylko przeze mnie ale i przez moich przyjaciół. Bardzo lubimy razem hasać po jego grzbiecie. Tak, bo mój smok ma dość pokaźne rozmiary. Jest tak duży, że gdy siedzę na jego grzbiecie to dosięgam chmur.
Ludzie, którzy widzą go po raz pierwszy, zmykają na jego widok chociaż on nie zrobiłby nikomu krzywdy. O tym przekonują się już po chwili obserwowania go z ukrycia. Maksio robi wtedy takie wielkie smutne i łagodne oczy, że kto na niego spojrzy od razu wie, że to stworzenie jest absolutnie przyjazne dla otoczenia.
Nie zawsze jednak mój pupilek stosuj metodę wielkich oczu, by złagodzić wrażenie jakie robi jego smocza uroda. Srogi wygląd Maksia służy naszej wspólnej misji. Otóż podróżuję na grzbiecie Maksia z dwójką moich przyjaciół i z góry obserwujemy okolicę w celu zaprowadzenia ładu i porządku na świecie. Mamy na wszystko doskonały widok. Dodatkowo Maksio jest bardzo wrażliwy na przemoc i cierpienie. Wyczuwa przez skórę złe prądy i wtedy od razu jego grzbiet robi się czerwony.
Dzięki temu bez trudu odnajdujemy złoczyńcę, by dać mu lekcję dobrego zachowania. Lekcja jest krótka i skuteczna, absolutnie pozbawiona przemocy. Wystarczy tylko zwykłe smocze spojrzenie i sprawca robi się potulny jak baranek. I nie przyjdzie mu do głowy przez długi czas by zrobić komuś krzywdę, bo "zwykłe" spojrzenie mojego Maksia zapada w pamięci na długo.
Mój Maksio jest prawdziwym bohaterem. Wierzę, że kiedyś dzięki niemu na całej Ziemi zapanuje pokój i ludzie będą szczęśliwi. I przełamiemy stereotyp, że smoki są złe.
Kuba M. (l.5,5)
